3 powody, dla których cieszę się z błędów mojego dziecka

Muszę przyznać, że drażni mnie, kiedy ktoś z naciskiem poprawia błędy językowe małych dzieci: „Skaczemy, mówi się skaczemy a nie skakamy”. Albo jeszcze lepiej: „Dwie kredki, nie dwa. Dwa to mogą być ołówki. Nawet pisząc te zdania, czuję, jak rośnie mi gula. Owszem, mnie też zdarza się wytykać dzieciom tego typu błędy i nie zamierzam nikogo za to potępiać (rodzice i tak mają już przechlapane). Nie zmienia to jednak mojego ogólnego nastawienia: pozytywnego do błędów i krytycznego do zbyt gorliwego ich rugowania.

Błędy świadczą o prawidłowym rozwoju, kreatywności i zdolności do logicznego myślenia

Po pierwsze primo, dzieci uczą się mówić w sposób intuicyjny i naturalny. Wystarczy, żeby przebywały w towarzystwie ludzi, którzy posługują się danym językiem. Nie potrzeba im teoretycznych wykładów doszkalających. Zanim osiągną pełną sprawność, będą budowały robocze hipotezy (John Holt). Następnie wielokrotnie będą te hipotezy weryfikować i doskonalić, dostosowując je do tego, jak w rzeczywistości mówią ludzie w ich otoczeniu. Wiele dzieci w podobnym wieku popełnia dokładnie te same błędy gramatyczne – są one naturalnym etapem rozpracowywania systemu językowego.

Poprawianie niczemu nie służy, bo błędy i tak samoczynnie w odpowiednim momencie znikną. W życiu nie spotkałam dorosłego, który mówiłby, jak moja trzyletnia córka: „Zosio, jestem na ciebie bardzo niezadowolona. Chciałabym, żeby tu przyszłaś”. Jest to dla mnie wystarczający dowód na to, że z tego się po prostu wyrasta. Poprawiając dziecko, dajemy mu wyraźny sygnał, że robi coś „nie tak”, podczas gdy w rzeczywistości robi ono dokładnie to, co do niego należy. Dzieje się to oczywiście automatycznie, co nie umniejsza faktu, że dzieci same przyswajają sobie język  – nie trzeba ich go uczyć. Tak jak nie trzeba ich uczyć chodzić. Rodzice mają oczywiście wpływ na to, z jaką sprawnością ich dzieci będą w przyszłości posługiwały się mową ojczystą, ale to temat na oddzielny wpis.

Dziecko mówi z błędami, czyli ma coś do powiedzenia

Po drugie, mówiąc coś, dziecko przede wszystkim próbuje nam coś zakomunikować. Jeśli koncentrujemy się na błędach a treść ignorujemy albo traktujemy drugorzędnie, dziecko może się zniechęcić. Ja przynajmniej – kiedy ktoś zamiast usłyszeć to, co staram mu się przekazać, czepia się słówek – czuję się potraktowana źle. I w ogóle odechciewa mi się gadać.

Błędy dzieci są urocze

I wreszcie, czas śmiesznych, rozczulających, niekiedy może irytujących błędów szybko się skończy – i będziemy za nimi tęsknić! U nas bezpowrotnie minęła już epoka chumek (chmurek) i głupopisów (długopisów). Teraz mamy twory w stylu otworzęte (vs. zamknięte), „nie mogę zdejmić bluzki” i różne inne gramatyczne wygibasy świadczące o tym, jak mały mózg mierzy się z polską gramatyką. To wszystko niedługo odejdzie w zapomnienie.

A co konkretnie można robić z tymi błędami (i mi się przy okazji nie narazić)? W wielu poradnikach powtarzane jest to samo zalecenie: zamiast poprawiać lepiej powtórzyć wypowiedź dziecka, tak jakbyśmy chcieli upewnić się, że dobrze ją zrozumieliśmy i – przy okazji niejako – podać prawidłową formę. Moja córeczka w takiej sytuacji często gorliwie przytakuje i sama jeszcze raz powtarza „poprawione” przeze mnie słowo. Mamy zatem upieczone dwie pieczenie na jednym ogniu: raz, nie wymądrzając się, podtrzymujemy naturalny przebieg rozmowy; dwa, podsuwamy dziecku w bezinwazyjny sposób poprawną wersję.

Co Wy na to?

Learning All the Time, John Holt

John Holt, Learning All the Time, 1989

 

Polub, podziel się:

2 Comments 3 powody, dla których cieszę się z błędów mojego dziecka

  1. Gosia

    Niezwykle pożyteczny tekst. Bardzo podoba mi się w nim rozsądne podejście do nie wytykania błędów dziecka, tylko zamiast tego “poprawiania bez poprawiania” 🙂

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *