O ryzykownych marzeniach

Ostatnio gdzie człowiek nie spojrzy, napotyka artykuły, książki, filmy o tym, że szkołę trzeba gruntownie zreformować. Można się z nich dowiedzieć, że edukacja w tradycyjnym kształcie zabija w dzieciach kreatywność, oducza ciekawości, samodzielnego myślenia i inicjatywy. O jednej z takich książek, którą z wypiekami na twarzy właśnie pochłaniam, zamierzam niebawem napisać. Kilka dni temu wpadł mi też w ręce bardzo interesujący tekst zatytułowany „Przestańcie kraść marzenia. Po co jest szkoła?”.

No i tak sobie czytam, zapalam się, w głowie aż mi buzuje.

Idę potem z dzieckiem do teatru na przyjemne przedstawienie. Cudem dostajemy ostatnie bilety. Jest super! Dziecko zadowolone, ja również, bo taka ze mnie dbająca o rozwój swej pociechy mama. I tylko pod koniec spektaklu rzednie mi mina, kiedy słyszę wyśpiewywany radośnie przez aktorów morał: (parafrazując) „Kochane dzieciaki, uważajcie na to, o czym sobie marzycie, bo jeszcze wam się spełni i będziecie potem żałować, oj tak, tak”.

Przedstawienie było na szczęście dla małych dzieci, które wszelkie morały puszczają mimo uszu. Poza tym ta niefortunna puenta została sztucznie i – moim skromnym zdaniem – nietrafnie doczepiona do poprzedzającej ją fabuły, można zatem zakładać, że nie wyrządziła przesadnej szkody.

Bohater sztuki, mały Liu, wykombinował sobie mianowicie, że kiedy zamieszka bez rodziców, to nie będzie musiał jeść szpinaku ani pomagać tacie w pracy i będzie mógł robić, co mu się spodoba. Dzięki czarom jego życzenie spełnia się. Chłopiec dość szybko orientuje się jednak, że to wyśnione życie na własną rękę mniej mu odpowiada, niż się spodziewał i że brakuje mu jednak rodziców.

Gdybym już koniecznie musiała formułować morał, to raczej mówiłby o tym, że ludzie potrzebują się nawzajem itd. itp.

Czy naprawdę po to biorę dziecko to teatru, żeby mi je tam temperowano, usadzano i uczono ostrożnego marzenia? Czy rolą teatru jest nawoływanie do rozsądku (cokolwiek miałoby to znaczyć)?

Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że ludzie, nie tylko dzieci, marzą często o idiotycznych rzeczach (np. w tekście do którego link znajduje się powyżej, w pkt 15. są zacytowane wyniki badań, zgodnie z którymi ponad 40% amerykańskich licealistek chce w przyszłości pracować jako asystentka gwiazdy), których realizacja raczej ich nie uszczęśliwi, ale to już całkiem inna historia…

Czy ktoś podziela moje święte oburzenie?

Źródło: Teatr Baj w Warszawie

Zaczarowane wycinanki, źródło: Teatr Baj

 

 

Polub, podziel się:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *