Zmagania z grawitacją czyli o znaczeniu ruchu

Niegdyś uważano, że sprawność fizyczna i umysłowa niejako ze sobą współzawodniczą, czyli albo, albo: albo dziecko jest inteligentne, ale słabe i niezbyt urodziwe, albo dobrze rozwinięte fizycznie i zwinne lecz niestety mało bystre.

Co wybralibyście dla swoich dzieci?

Wydaje się, że jako cywilizacja postawiliśmy na opcję pierwszą i faworyzujemy raczej rozwój umysłu, którym nasze pociechy będą w przyszłości sterowały rozlicznymi zaawansowanymi maszynami. W sumie ciało już się tak bardzo nie liczy, podobno jesteśmy i tak o krok od przeszczepienia głowy.

Niestety możemy się tu przeliczyć. W rzeczywistości powyższy wybór jest bowiem fałszywy: nie ma żadnego albo, albo. Rozwój ciała nie tylko sprzyja rozwojowi umysłu, jest dla niego absolutnie konieczny. Człowiek stanowi jedną całość. Szczególne znaczenie ma to oczywiście w dzieciństwie.

By prawidłowo rozwijać się i fizycznie, i poznawczo dziecko musi być w ruchu!

Przez pierwsze kilkanaście miesięcy życia nie można właściwie oddzielić rozwoju motorycznego (czyli ruchowego) od rozwoju umysłowego. W kilka tygodni po urodzeniu dziecko zaczyna zwracać coraz baczniejszą uwagę na różne obrazy i dźwięki, następnie zaczyna je świadomie śledzić, reagować na nie, podejmuje działania, np. chwyta zabawkę, potem przychodzi kolej na obracanie się z brzuszka na plecki i odwrotnie, turlanie się, pełzanie, siadanie, wstawanie, raczkowanie, chodzenie, bieganie, jazda na rowerze, hulajnodze, latanie na paralotni i skakanie do jeziora na główkę.

Próbując ochronić dziecko przed najczęściej wyimaginowanymi, rzecz jasna, zagrożeniami, które podsuwa nam wybujała wyobraźnia, możemy czasem nieświadomie i w dobrej wierze nadmiernie ograniczać swobodę ruchu naszym maluchom. Ograniczanie takie bywa też niestety efektem ubocznym współczesnego stylu życia, z czego często nie zdajemy sobie sprawy. Chciałabym więc zwrócić Waszą uwagę na kilka kluczowych sytuacji istotnych z punktu widzenia rozwoju dziecka.

0-6 miesięcy

Wiele niemowląt spędza sporo czasu w fotelikach samochodowych. Wiadomo, dzieci zwykle łatwo zasypiają w trakcie jazdy autem i potem często kontynuują drzemkę w foteliku w domu. Kolejna sprawa to leżaczki dla niemowląt, które są oczywiście niezwykle praktyczne i wygodne – dziecko sobie „siedzi”, nie ulewa mu się, bo nie leży na płasko, ma mięciutko, wygodnie, obserwuje sobie otoczenie, nie musi się „męczyć”, można dać mu zabawkę do rączki, postawić w kuchni i ugotować obiad czy w łazience i wykąpać się w spokoju. Wszystko super, sama tak robiłam, jestem jak najbardziej za tym, żebyśmy jako rodzice ułatwiali sobie życie i dbali również o nasz komfort, natomiast problem pojawia się wtedy, gdy dziecko spędza większość dnia unieruchomione w foteliku czy leżaczku i nie ma okazji po prostu poleżeć sobie na płaskim materacu bądź macie i swobodnie poruszać rączkami, nóżkami, główką, tułowiem. Niestety niemowlęta przyzwyczajone do „leżakowania”, często położone na płasko będą się irytować. Nie wspominając już o pozycji na brzuszku, która dla większości nieprzyzwyczajonych dzieci jest bardzo denerwująca i męcząca.  Natomiast jest ona cennym ćwiczeniem stymulującym rozwój motoryczny.

Krótko mówiąc swoboda ruchu jest dla prawidłowego rozwoju dziecka ogromnie ważna! Dlatego trzeba o nią zadbać od samego urodzenia. Dotyczy to zarówno aranżacji przestrzeni dziecka, jak i doboru ubranek, które nie powinny krępować ruchów – dżinsy rurki naprawdę nie są optymalne. Zrzędzę dziś, wiem o tym, ale pewne rzeczy trzeba sobie powiedzieć otwarcie…

7-12 miesięcy

Dziecko w tym wieku zaczyna powoli się przemieszczać. Dobrze jest zadbać o odpowiednie podłoże: najlepsza będzie amortyzująca choć nie za miękka mata bądź materac, ale w zupełności wystarczy też zwykły dywan, byleby nie był nadmiernie puchaty. Należy raczej unikać kocyków, które nie są zbyt wygodne, bo zwijają się i dziecko może się w nie zaplątać, czy też bardzo miękkich mat edukacyjnych, w których z kolei dziecko będzie się zapadać. Na gładkiej podłodze z kolei dziecku może być trudniej zacząć raczkować, bo jest zbyt twardo. Mimo że niektóre dzieci przeskakują ten etap, raczkowanie jest bardzo korzystne dla rozwoju mózgu, koordynacji ruchowej i zdolności koncentracji na szczególe; powinno pojawić się około 10. miesiąca. Pełzające dziecko można próbować zachęcić do raczkowania, umieszczając na jego drodze różne przeszkody w postaci wałków, poduch, czy choćby własnych nóg, które będą zmuszały malucha do wspięcia się na kolana.

Około 1. roku, czasem nieco wcześniej, czasem później, dziecko zaczyna chodzić. Nie powinniśmy starać się przyspieszyć tego procesu przy pomocy chodzików czy prowadzania dziecka za rączki. Najlepiej zaufać naturalnemu rytmowi: maluch, który drepcze sobie bokiem przy meblach, nie jest jeszcze gotowy do chodzenia przodem i to z uniesionymi rączkami trzymanymi przez dorosłego.

Bardzo ważnym etapem jest też nauka jazdy na rowerze. Ostatnio bardzo popularne są rowerki biegowe i niektóre maluchy szaleją na nich już w wieku 18 miesięcy i później często dość szybko bez problemu przesiadają się na dwukołowy rower. Natomiast jazda na trójkołowych rowerkach też jest jak najbardziej wskazana. Generalnie rzecz biorąc każde dziecko powinno jeździć na rowerze – naprzemienny ruch nóg doskonale stymuluje rozwój mózgu.

Poza tym trzeba pozwalać dzieciom na chodzenie po murkach, co ćwiczy zmysł równowagi i naprzemienne stawianie stóp; trzeba im pozwalać na skakanie, bieganie, wspinanie się, czołganie itd. Na większości osiedli istnieją fantastyczne place zabaw, gdzie małe dzieci mogą bezpiecznie oddawać się swobodnemu ruchowi. Poza tym maluchy same z łatwością znajdują sobie przyrządy do ćwiczeń w postaci wspomnianych już murków, barierek, trzepaków, ławek, schodków, podjazdów, etc. Pozwalajmy im na takie zabawy, w granicach rozsądku. Jest to naturalna i darmowa terapia integracji sensorycznej!

Pomijam już fakt, że aktywność fizyczna jest konieczna dla zdrowia i coraz rzadsza wśród współczesnych dzieci i nie tylko. Podobno w Niemczech brak ruchu został ostatnio uznany za najpowszechniejszy problem zdrowotny. Przedszkolak potrzebuje minimum dwóch godzin intensywnego ruchu dziennie! Dziecko do 12. roku życia powinno przede wszystkim aktywizować się od szyi w dół.

Żyjemy w świecie, w którym coraz większą rolę odgrywają nasze oczy – przede wszystkim chłoniemy świat wzrokiem i to za pośrednictwem ekranów. Żyjemy coraz bardziej „w naszych głowach”, które już sobie z tym przeciążeniem przestają radzić. I myślę tu o osobach dorosłych, a co powiedzieć o małych, rozwijających się dzieciach? Zawsze coś ściska mnie za gardło, kiedy słyszę zachwyty nad tym, jakie to współczesne dzieci są mądre i sprytne, bo tak sprawnie przesuwają paluszkami po ekranie tabletu, albo jak ładnie „koncentrują się” na oglądaniu bajki w telewizji… Ekrany to temat na oddzielny wpis, ale wspominam tu o nich dlatego, żebyśmy mieli świadomość, że współzawodniczą o nasz czas i energię z innymi zajęciami, poprzez które doświadczamy świata bezpośrednio, przy udziale wszystkich naszych zmysłów, w tym całym ciałem poprzez ruch. Nie pozbawiajmy naszych dzieci tych wszystkich wrażeń.

Powtórzę raz jeszcze: dziecko rozwija się w ruchu i poprzez eksplorację. Poszerzając swój zasięg, docierając w nowe miejsca, rozwija się również poznawczo i językowo – bo te nowe doświadczenia próbuje nazywać. Pamiętajmy o tym, a przy okazji sami też ruszmy tyłek i powalczmy z siłą ciążenia!

Polub, podziel się:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *